Zachwyca nas zauważalne piękno, lecz wieczne jest to, co niewidoczne - Marie von Ebner-Eschenbach
statystyki www stat.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Zbawienny deszcz

"Natura deszczu jest zawsze taka sama - pozwala rosnąć cieniom na bagnach i kwiatom w ogrodach ..."

Cienie na bagnach pozostawiam bagnom, ale kwiaty w ogrodach ...

Na kwiaty w ogrodach - w przenośni i w rzeczywistości mam wpływ. Kilka kwiatów "z przenośni" już zaprezentowałam, dzisiaj kolej na kwiatki z mojego rzeczywistego ogrodu.  

Cieszę się, że mimo długotrwałej tegorocznej suszy udało mi się moje ogrodowe roślinki zachować w dość dobrej kondycji.

Moje pelargonie

Jestem z nich bardzo dumna, gdyż sama od poczatku je wyhodowałam. Najpierw sadzonki, które ukorzeniłam w domu pod foliowymi torebkami, potem nasadzenia w dniczkach i dbanie o ich właściwe nawodnienie i odżywianie. Te cudne kwiaty potrafią się odwdzięczyć za trud włożony w ich pielęgnację.

Pelargonie potrafią być wdzięczne za właściwą opiekę

Przed południowym tarasem mojego domu założyłam długą na 6 metrów i szeroką na 1,5 metra rabatkę. Przy tworzeniu jej starałam się wykorzystać naturalne kolory krzewów, bylin i roślin jednorocznych. Zależało mi na takim doborze i rozmieszczeniu sadzonek, żeby w końcowym efekcie grządka sprawiała wrażenie bardzo naturalnej kompozycji. 

 

Całość rabatki otacza bukszpanowy żywopłocik. Inspiracją do tej formy wykończenia były wizyty w dawnych ogrodach. Pierwsze sadzonki bukszpanu przywiozłam z ogrodu wilanowskiego. Bukszpan ukorzeniam sama na specjalnie do tego celu przeznaczonym rozsadniku. Co roku staram się uzyskać kilkanaście sadzonek, i co roku powiększam mój żywopłocik o kolejne krzaczki. Bukszpan jest krzewem, który świetnie wyglada przez cały rok, daje się formować i lubi, kiedy przycina się mu czubeczki. 

Rabatka otoczona żywopłocikiem z bukszpanu

Nad zejściem z tarasu znajduje się pergola, która jest jednocześnie podporą dla pnących róż i wiciokrzewów.

Róże na pergoli

Od północnej strony, przed wejściem do domu, znajduje się placyk, który obsadziłam zielonymi i złotymi tujkami. Jest to doskonała osłona dla miejsca naszego wypoczynku od dość ruchliwej osiedlowej drogi. 

Tuje w swoim naturalnym kształcie i kolorze

Obok oczka wodnego z fontanną rośnie wierzba i kilka "Szmaragdów", które w przyszłości stanowić będą zieloną ścianę na granicy z sąsiadem. Jest to kontynuacja tworzenia przytulnego miejsca wypoczynku.

Oczko i niedawno posadzone tuje "Szmaragdy"

To są tylko fragmenty mojego przydomowego ogródka. Dużo zostało już zrobione, ale równie dużo pozostaje jeszcze do wykonania. Co jakiś czas wpadają mi do głowy pomysły, ktore staram się powoli realizować. Ogólny zarys ogrodu, z którym miałam największy problem, jest już ustalony, w tej chwili wprowadzam jedynie poprawki poprzez dodawanie lub odejmowanie pojedyńczych roślinek lub krzewów. Cały czas staram się, żeby wokół mojego domu stworzyć przytulne i w miarę możliwości naturalne otoczenie. Uważam, że natura jest najlepszym architektem, a człowiek powinien jej jedynie czasami pomóc.

środa, 09 sierpnia 2006, moteczek
Komentarze
2006/08/09 22:38:58
Masz rację - człowiek powinien czasami pomóc naturze.
Zakochałam się w Twoim ogródku.
U mnie ukorzenianiem roślinek zajmuje sie mąż.
Pozdrawiam cieplutko.
-
2006/08/09 22:57:51
Splociku - cieszę się, że mój ogród się Tobie podoba.
Mój mąż za ukorzenianie roślinek się nie bierze (twierdzi, że ja to zrobię najlepiej), natomiast lubi wysiewać nasiona na rozsadnik lub bezpośrednio na grządkę. Przesadza krzewy, kiedy wymyślę dla nich inne miejsce i dba o ogród w okresie suszy.
Pozdrawiam serdecznie
-
2006/08/09 23:51:33
Moteczku!
Ogród masz piękny! A to, że jeszcze wiele do zrobienia... to tylko dobrze! Poza tym w każdym ogrodzie - nawet tym juz zrobionym do końca, zawsze można coś jeszcze zrobić, dodać, odjąć. Wiem, bo zajmowałam się zawodowo takim.
Ja też bardzo lubię naturalne piękno i w ogrodzie moich rodziców nigdy nie cięłam roślin w fantazyjne kształty, choć to na pewno też ma urok, ale bardziej w pałacowych nasadzeniach(tak mi się wydaje). Poza tym lubię pooglądac "nowinki" odmianowe, ale prawda jest taka, że wiele z nich wymaga bardzo specyficznych warunków i w takich naturalnych ogrodach nie mają racji bytu.
Pozdrawiam
-
2006/08/10 00:16:06
Hrabino - właśnie to jest fajne, że w moim ogrodzie mogę zawsze coś zmienić. Tutaj coś dodać, a w innym miejscu ująć. Wczoraj goszcząc u znajomej zauważyłam w jej ogordzie wspaniały dwukolorowy cyprysik. Nie mogłam się oprzeć chęci posiadania takiego samego u siebie; wzięłam więc 6 sadzonek i wsadziłam do ukorzenienia. Przyznaję, że z cyprysami mam nieprzyjemne doświadczenie, kilka lat temu w mroźną zimę zmarzło mi 6 cyprysów posrebrzanych. Na ich miejsce wsadziłam właśnie tuje "Szmaragdy". One wytrzymują warunki klimatyczne naszego regionu. Myślę, że te cyprysy, które przywiozłam od koleżanki, będą u mnie rosły, ponieważ odległość między nami to ok. 35 km. Chociaż z drugiej strony, to w zimie nad samym morzem (Ustka) jest o wiele cieplej niż 35 km od morza. Trudno zaryzykuję, w końcu sadzonki dostałam gratis.
Pozdrawiam serdecznie
-
2006/08/10 06:15:26
Marysiu piękny przy tym bardzo zadbany masz ogród,wiele pracy musisz w to włożyć , jednak, gdy patrzysz , podziwiasz sama mówisz sobie iż wrto było.Serdecznie pozdrawiam.
-
2006/08/10 07:52:04
Joasiu - dziękuję za miłe słowa.
Lubię piękno i staram się, gdzie tylko mogę, to piękno eksponować: w życiu, w pracy i w ogrodzie.
Pozdrawiam serdecznie
-
2006/08/10 08:08:56
Ogród jest przepiękny! Cudowne miejsce do odpoczynku. A z fotelikiem to nie tylko ogrodnictwo można uprawiać ;o). Jakaś książka, kawa, grill, no i oczywiście szydełko i druty *U*... Ależ się rozmarzyłam.
-
2006/08/10 08:18:42
Elu
Tak właśnie jest - fotelik (wiklinowy) lub ogrodowa hustawka, kawa, gril, książka, dobra prasa i moje hobby. Życie na wsi jest sielskie i anielskie i tylko ignoranci tego nie zauważają.
Lubię troszeczkę pogrzebać w ziemi, jestem córką rolinka i od urodzenia mieszkam na wsi, kiedyś tam, a teraz tu.
Dzięki za cieplutkie słowa w ten troszeczkę chłodnawy dzień.
Pozdrawiam serdecznie
-
2006/08/10 09:20:41
Lubię patrzeć na ogródki, gorzej z pracą w nich.
W moim panoszy się teściowa. Fakt, że ja niezbyt się staram i nie walczę zbyt gorliwie z chwastami, a do tego wiosną czasu u mnie jak na lekarstwo, ale w tym roku to już teściowa naprawdę rulez. I jest wszystko czego nie lubię - każde miejsce zasadzone czym popadnie, bo nie może być pusto. I to przycinanie, nadawanie dziwacznych kształtów roślinom. Z mojego projektu ogrodu nie zostało już nic.
Ale mam pytanko. Bardzo proszę o instrukcję rozsadzania bukszpanu. Kiedyś próbowałam to robić, ale gałązki nie wypuściły korzeni mimo że przez całą zimę miały zielone listki.
Wylałam trochę żalu na teściową - sorki.
-
Gość: Barbara, dcj228.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/08/10 09:25:38
Mario , aż zamarłam z wrażenia , co jeszcze , jaki jeszcze talent odkryjesz przed nami . Wspaniale mieszkać w takim cudownym otoczeniu , musisz się nieźle napracować, aby te roślinki tak ze sobą współgrały i tworzyły taką piękną harmonię.Jesteś jednak artystką całym sercem i duszą .
-
2006/08/10 10:34:33
Basieńko - jakże jest mi miło, że czujesz się świetnie w moim ogrodzie, właśnie o to mi chodzi. Pragnę, żeby osoby, szczególnie te, które są bliskie memu sercu, dobrze się ze mna i u mnie czuły. Zapraszam zatem dzisiaj, jutro i zawsze.
A co do talentów, to jeżeli Ci napiszę, że nasz dom, który ma ponad 300 m kw. powierzchni użytkowej łącznie, wybudowaliśmy sami, tzn. ja i mój mąż, to napewno nie uwierzysz. Umiem więc murować (czym zdobyłam podziw okolicznych panów, kiedy się zatrzymywali i mówili: "właściwie, to nic dziwnego, że baba muruje, bo Warszawę też baby murowały"), umiem tynkować, przyklejać kafelki i kłaść fugę. Resztę prac murarskich, dekarskich, posadzkarskich, stolarskiech, isntalatorstwa wodno-sanitarnego i wszelkiego innego niezbędnego do tego, żeby w domu zamieszkać wykonywał mój mąż, a ja jemu tylko pomagałam. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że ja jestem ekonomistą, a mąż - nauczycielem o specjalności "oligofrenopedagogika". Zdawać by się mogło, gdzie tu sens, a
gdzie logika. Nasza siła, to marzenia o własnym miejscu na ziemi, takim naprawdę własnym, które następnie konsekwentnie wspólnie (to jest bardzo ważne!) zrealizowaliśmy. Dzisiaj mamy 850 m. kw. własnej ziemi na naszej planecie i własny dom na tym miejscu.
A czy jeszcze mam jakieś telenty, pewnie tak, tyle tylko, że o tym narazie nie wiem.
Pozdrawiam serdecznie
-
2006/08/10 11:49:00
Makneta
Tworzenie wymaga czasu i nastroju (chyba to nazywają weną). Myślę, że przy twoich umiejętnościach i artystycznej duszy, w którymś momencie stworzysz własny niepowtarzalny klimat również wokół domu.
U mnie na początku, tzn. po wybudowaniu domu, teren wygladał jak jedno wielkie pobojowisko (kupy cegieł, drutu, wapna, gruzu). Najpierw narysowałam szkic ogrodu, a potem zaczęłam eksperymenty z roślinami i krzewami; jedne mi pasowały, drugie nie, a jeszcze inne same nie chciały u mnie być. Kiedyś sprowadziłam z wysyłkowej szkółki mnóstwo tulipanów, założyłam specjalną rabatę, ale co z tego, kiedy te tulipany były piękne przez dwa lata; potem kolory się pomieszały, cebulki zwyrodniały i rabata wyglądała pożal się Boże. Zrezygnowałam z tulipanów. Innym razem zrobiłam pomyłkę z krzewami, nie przewidziałam, że się tak im u mnie spodoba i wyrosną większe, niż pisano o nich w katalogu. Nie lubię zmieniać naturalnych kształtów, więc moje berberysy, irgi i tawuły oddałam koleżance, która mieszaka na leśniczówce. Teraz jeżdżę do niej i u niej podziwiam - moje niegdyś - krzewy.
Zanim powstał ogród, w aktualnym kształcie (tak do konca to jeszcze nie wiem, czy to będzie jego ostateczny kształt) zużyłam mnóstwo czasu, kasy i nerwów. Teraz mam sposób na zaoszczędzenie moich zasobów finansowych: sadzę kupione krzewy dość rzadko, a potem dosadzam między nie ukorzenione przez siebie sadzonki. Zanim te sadzonki nabiorą wyglądu krzaczka, rabatki zapełniam bylinami i jednorocznymi roślinkami.

Mój sposób na ukorzenienie bukszpanów:
Ukorzeniam jesienią (koniec września)wykorzystując przyrosty ok. 10 cm, które pojawiły się od wiosny; w ogrodzie mam takie jedno miejsce (pod ścianą garażu), które jest w miarę zacienione i dość długo utrzymuje wilgoć po podlaniu lub po opadach deszczu (chodzi o to, żeby stale nie pilnować, czy jest mokro. Z przyrostów (najlepiej żeby miały tzw. piętkę, czyli były tak jakby złuskane z krzewu) usuwam kilka dolnych listków, gałązki te wsadzam do 1/3 wysokości, bardzo gesto na rozsadniku (ze wzgledu na oszczędność miejsca, tego miejsca nie mam za wiele) i tak zostawiam aż do wiosny. Wiosną robię przegląd sadzonek; leciutko łopatką podważam sadzonkę i jeżeli czuję opór - wykopuję (sadzonka powinna mieć malutkie białe korzonki), a jeżeli sadzonka jest w dobrej formie i nie ma jeszcze korzonków pozostawiam ją (najczęściej wkopuję tworząc gniazdka i przykrywam słoikiem na całe lato). Ukorzenione sadzonki wsadzam w bukszpanowy żywopłocik i co jakiś czas podlewam. Sadzonki pod słoikiem czują się dobrze - mają swój mikroklimat i napewno puszczą korzonki. Jeżeli zależy mi na dosadzeniu sadzonek bezpośrednio w żywopłocik, to pędy wsadzam na miejsce stałe i także przykrywam słoikiem pamiętając o podlaniu co jakiś czas. Zostawiam i kiedy widzę, że zaczynają pojawiać się pierwsze listki -zdejmuję słoik i przycinam delikatnie czubeczek, żeby mój bukszpanik zaczął się zagęszczać.
Tak robię. Nie wszystkie sadzonki się ukorzenia, czasami część odpadnie z tych posadzonych na stełe miejsce. Ukorzeniam inne i dosadzam w "dziury" żywopłotu. I tak w kółko, nie przesadzę chyba, kiedy powiem, że ukorzeniłam już chyba z 200 sadzonek.
Mam nadzieję, że mój sposób na ukorzenienie moich bukszpanów spodoba się również Twoim i po jakimś czasie sadzonki stana się dekoracyjnym zywopłotem. Życzę powodzenia w rozmnażaniu i hodowli.
Pozdrawiam serdecznie
-
2006/08/10 12:08:29
Moteczku, bardzo dziękuję za poświęcenie mi aż tak dużo uwagi. Moim problemem jest po prostu słomiany zapał, a przy ogrodzie jest raczej potrzebna wytrwałość. No i mam drugą paskudną cechę. Nie cierpię tzw. dobrych rad, gdy o nie nie proszę, a niestety moja teściowa mi ich nie oszczędza.
Spróbuję wykorzystać twoje rady.
Pozdrawiam
-
2006/08/10 12:15:57
Makneta
Cała przyjemność po mojej stronie, cieszę się, że mogłam służyć radą.
A cudze, nieproszone rady? - skąd ja to znam. Muszę przyznać, że jesteś bardzo dobrze wychowaną dziewczyną; ja takich ludzi, co to wsadzają nos we wszystkie nie swoje sprawy (a swoich starają się niedostrzegać) określam bardziej dosadnie.
Pozdrawiam serdecznie